Witaj, nieznajomy! [ Zarejestruj się | Zaloguj się ]
|
Parę tygodni wstecz zdemontowano na najwyższym szczycie Polskich Tatr tablice reklamującą pewną firmę ( nie mówmy jaką, by i tu nie robić reklamy ). Że się komuś chciało z tą tablicą reklamową wspinać taki kawał stromizny, to naprawdę determinacja z krwi i kości. Dla reklamy ludzie gotowi poświęcić zdrowie a jak trzeba, to i żywot. Wiele kurortów, jak nie wszystkie w naszym pięknym kraju, ma swoją prywatną walkę z epidemią montowania różnych konstrukcji „coś” reklamujących ( banery, plakaty, plastiki, billboardy nie koniecznie w najlepszym guście itp ).
Walczą z owymi „dziełami sztuki” głównie ci, którzy sztukę pojmują inaczej – w bardziej wyrachowany sposób, obrońcy przyrody tudzież ci, którym widok z okna na – dajmy na to – Giewont przesłonił baner reklamowy Castoramy. Ale takowa walka ze wszech obecną reklamą w kurortach i nie tylko nie należy do najłatwiejszych, bowiem większości rodakom owa forma przekazu informacji w zupełności nie przeszkadza, przeciwnie, całkiem (fajnie) umila życie – i ułatwia, bo wszędzie się trafi.
Ostatnio, w Zakopanem na pierwszy plan – a propos scysji wokół stawiania reklam gdzie popadnie – wysunął się Plac Niepodległości. Obiekt reklamujący się za zgodą Biura Promocji na podhalańskiej ziemi, wspiera kulturę regionu, więc nie powinno być większych obiekcji ze strony mieszkańców. A jednak. Tak na prawdę nie idzie o ten nieszczęsny baner stojący na Placu Niepodległości. Rzecz ma głębsze zabarwienie – po prostu to kolejna iskra zapłonowa na rosnącym wulkanie niechęci do wszędobylskich reklam, stawianych nawet na trudno dostępnych szczytach górskich.
W Gazecie Wyborczej jeden z artykułów, który rozkładał na czynniki pierwsze „reklamowy upadek” na polskiej ziemi, autor nie zostawił suchej nitki na podhalańskim aspekcie owej kwestii. Zamieszczono zdjęcia góralskich – starych i nowych chałup – obklejonych plakatami, malowidłami i innej maści reklamami. Chociaż o gustach się ponoć nie dyskutuje można sobie mimo to w owym artykule poczytać o bezguściu w samym sercu Tatr i ich zimowej stolicy – Zakopanem. Słowem, jeśli idzie o artystyczną stronę montowanych reklam pod Giewontem, zostaliśmy zaliczeni do grona wielbicieli kiczu i tandety.
Może i tak, lecz obrońcy zdrowego smaku i estetycznego wyczucia także w tej dziedzinie życia, jaką jest reklamowanie się, powinni wziąć pod uwagę, iż Zakopane i okolice „nie żyją” głównie z turystów posiadających własne samoloty i jachty otaczających się na codzień pięknem i luksusem tudzież osobników z wyrobionym gustem estetycznym lecz turystów, jak większość z nas, zwykłych zjadaczy chleba, dla których brak wyszukanych artystycznie, estetycznie i jak tam jeszcze reklam nie jest dramatem największej wagi.
To, że w Niemczech Rada Gminy ustala nawet rodzaj czcionki w reklamie na billboardach nie znaczy, iż my też tak możemy. Owszem, zaczynamy za bardzo obrastać w plastiki i jaskrawe kolory plakatów porozwieszanych nawet po prywatnych płotach góralskich zagród. Jednak chyba wszystko na co nas teraz stać w tej materii, to znalezienie jakiegoś skutecznego sposobu by ograniczyć ową „masówkę”.
Agata
27 liczba wyświetleń, 1 dzisiaj