Witaj, nieznajomy! [ Zarejestruj się | Zaloguj sięrss  |  tw

Międzynarodowy Festiwal Folkloru Ziem Górskich w Zakopanem

Tatry za biurkiem, nieprzyjemna sprawa

Opis

Wydawałoby się, że w górach większość problemów rostrzyga się na szlakach. Otóż nie – są dylematy, które pokonuje się tylko i wyłącznie zza biurka i to tak namiętnie, iż przeradza się to w biurokracje. Ostatnimi czasy w kilku dziedzinach życia pod Giewontem „biurko” odgrywało wyjątkowo nieprzyjemną role. I tak. Goście zagraniczni, którzy jakby nie było zasilają trochę portfele górali, nie mają łatwego życia jeśli chodzi o przyjazd w Tatry bowiem biurokratyczne rytuały solidnie i skutecznie im to uniemożliwiają.

Rosjanie na ten przykład upodobali sobie początek roku w górach z uwagi na świąteczne obyczaje panujące w ich kraju. Niestety, od paru lat owa tradycyjna podróż do Zakopanego dla „wschodniaków” wiąże się z biurokratycznymi przeszkodami. Konsulaty konsekwentnie za wschodnią granicą ograniczają przyjazdy turystów w nasze góry nakazując stosowanie się do kuriozalnych przepisów i przepisików. Wydanie wizy przez polskie placówki na Ukrainie i w Rosji jeszcze trzy lata temu graniczyło z cudem, może ten rok przyniesie łaskawie jakieś zmiany bowiem goście uciekają na łono Alp. Austriackie konsulaty pozwalają na załatwienie urzędniczych formalności niemal od ręki. Bo po polsku formalność „wizowa” ma się tak – aby Rosjanin rodem z Moskwy mógł ową otrzymać, musi nieszczęsny wysłać do polskiej ambasady w Moskwie opłaconą za cały pobyt w naszych górach… fakturę.

Na stronie Zakopiański Bazar Polityczny możemy poczytać o innym tatrzańkim dylemacie z biurkiem w tle. Rzecz idzie o oświatę na tatrzańskiej ziemi a ściślej w Zakopanem i okolicach. Owa rozwijałaby się całkiem poprawnie gdyby nie złowieszcze widmo biurokracji w tle. W 2007 roku zdesperowani dyrektorzy szkół skierowali pismo do Burmistrza Majchra. Pismo sygnalizowało władzom miasta problem nadmiaru przepisów i procedur. W ocenie autorów pisma uniemożliwiały one wypełnianie podstawowych funkcji związanych z nadzorem i organizacją nauczania, wychowania i opieki dla uczniów uczeszczajacych do zakopianskich szkół. Dyrektorzy zaproponowali odpowiednie rozwiazania, które w ich przekonaniu mogłyby odciążyć dyrektorów od biurokratycznych obowiązków. Żadne z tych rozwiązań nie uzyskało akceptacji władz miasta. I tak to – właściwie do dziś – sprawy wychowawcze i edukacyjne w góralskich szkołach zeszły na daleki plan na rzecz „biurka”.

Dla odmiany rzućmy okiem „zza biurka” na kwestie drobnego handlu pod Giewontem. Tygodnik Podhalański cztery lata ( 2008 ) temu poinformował czytelnika o takim oto incydencie : „Pani Elżbieta z Zakopanego stara się o pozwolenie na sprzedaż piwa w sklepie na Kamieńcu. Od trzech lat nie może go dostać, mimo że urzędnicy wydają błędne decyzje w jej sprawie. Efektem tej biurokratycznej machiny jest fakt, że teraz Pani Elżbieta pozostaje bezrobotna” No bo jak ma prowadzić sklep bez piwa, na którym to produkcie zarabia się najlepiej? Przychylne decyzje urzędników a propos zezwolenia na sprzedaż piwa skończyły się praktycznie w maju 2005 roku, kiedy to Gminna Komisja Rozwiązywania Problemów Alkoholowych pozytywnie rozpatrzyła wniosek P. Elżbiety o wydanie zezwolenia na sprzedaż niskoprocentowych napojów alkoholowych w sklepie na Kamieńcu. Potem było już coraz gorzej z decyzjami ludzi zza biurka, w wyniku tychże decyzji mamy w Tatrach jeszcze jedną bezrobotną.

Regularnie ostatnimi laty „dostaje się” od biurokratów pod Giewontem oscypkowi. Rok temu Intermedia doniosły o takim oto fakcie : Mimo, że oscypek od czterech lat cieszy się unijnym certyfikatem a tym samym rosnącą popularnością, bacowie za nic nie chcą się rejestrowć bowiem dopełnienie tej formalności automatycznie ściąga na ich głowy wszelakiej maści kontrole i administracyjne łamigłówki, przykładowo – pies producenta oryginalnego sera musi mieć aktualne zaświadczenie o szczepieniu jeśli chce oficjalnie pilnować swoje stado, juhas książeczkę zdrowia z aktualnymi badaniami, wszystko to sprawdza odpowiedni inspektorat. A najbardziej kuriozalny wątek w sprawie to fakt, iż owe biurkowe prześladowania spadają głównie na zarejestrowanych, niezarejestrowani mają święty spokój.

Na koniec powyższych dywagacji o artykule z Gazety Krakowskiej – „Biurokracja kontra halny” ( 2006). Gdy powali ów żywioł drzewostan na odcinkach komunalnych, nie ma problemu z decyzją o usunięciu uszkodzonych drzew. O wiele gorzej ma się rzecz jeśli idzie u usunięcie powalonego tudzież suchego drzewa na prywatnej posesji. Tu należy poddać się rygorowi skomplikowanych formalności. Za wycięcie choćby jednego, małego drzewka na swoim podwórku grozi całkiem pokaźna kara. Kiedy już złożymy wniosek, iż pragniemy się pozbyć drzewa koło naszego domu, bo zaraz sie nam zwali na okana, musimy jeszcze postarać się o sadzonki „nowego” drzewka, jakie należy posadzić na miejscu wyciętego, co będzie regularnie monitorowane przez wyznaczoną do tego celu komisje….ktoś musi wkońcu sprawdzać przecież jak drzewko rośnie miast starego na naszym podwórzu!
Internautka – Agacia

ID Artykułu: brak

Brak Tagów

  

Zakopiec Patronem

Zakopiec Patronem

Zakopiec Patronem