Witaj, nieznajomy! [ Zarejestruj się | Zaloguj sięrss  |  tw

Niełatwy żywot Morskiego Oka część I

Opis

To, że Morskie Oko jest piękne, wiemy wszyscy. Kto nie chciałby chć raz w roku wrzucić dwugroszowej monety do błękitnej toni Oka? Oblicze jeziora zmienia się stosownie do pory roku i pogody na jaką trafimy bawiąc nad brzegiem owego. Moim zdanien najbardziej niepokojąco i intrygująco jawi się, gdy całe jest spowite mgłą. Jednak Morskie Oko to raczej proza, aniżeli poezja – proza życia, rzecz jasna. Żywot tego regionu geograficznego do łatwych nie należy.

Zanim przejdziemy do aktualności, zróbmy mały krok w tył czyniąc skrótowy przegląd „niełatwego żywota Morskiego Oka”. Trzy lata temu turyści wybierający się nad jezioro musieli pogodzić się z taką oto niewygodną informacją : „Droga na Morskie Oko zamknięta” ( gazetaWyborcza.pl 2008 08 ). „Szlak doczekał się remontu po blisko pół wieku. Za prawie 5 mln złotych drogowcy naprawią szkody, które wyrządziło 7 osuwisk (…) Na to największe tatrzańskie jezioro będzie można dostać się dłuższym obejściem z Palenicy Białczańskiej przez Dolinę Roztoki, Dolinę Pięciu Stawów i Świstówkę”. Remont odbył się bez większych problemów, osuwiska zostały zabezpieczone, a turyści mogą bez obaw do dziś tamtędy się poruszać. Jednak kolejne lata pokazały, iż z Morskim Okiem wiążą się incydenty nikoniecznie dotyczące osuwisk i ich remontu po połowie wieku.

Rok później w lipcu ( 2009) zabrzmiał taki oto niesmaczny news z koniem i Morskim Okiem w tle : „Prokuratura w Zakopanem wszczęła wczoraj dochodzenie w sprawie śmierci konia, który padł na drodze do Morskiego Oka”. Ktoś rezolutny sfilmował minuta po minucie jak koń pada. Rodacy z całej Polski mogli ową relacje filmową zobaczyć na własne oczy, wybuchł skandal na skale całego kraju – co oni tam wyprawiają z tymi zwierzętami? Pytali niektórzy. Tatrzańskie Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami skierowało sprawe do sądu mając dowód rzeczowy „w kieszeni”. Dla koni, przynajmniej do czasu owego incydentu, podróż z turystami ciągniętymi w zaprzęgu nad Morskie Oko to była prawdziwa „droga przez mękę”. Po tym zdarzeniu wprowadzono nowy model bryczki – zwanej po góralsku fasiongiem – dla 14 osób. Teraz konie wożące turystów nad jezioro są pod stałą opieką weterynaryjną.

Rok temu w maju stwierdzono ostatecznie i ogłoszono w mediach fakt, iż Morskie Oko jest regularnie i coraz namiętniej zadeptywane. Dyrekcja Tatrzańskiego Parku Narodowego zaczęła się poważnie zastanawiać nad ograniczeniem liczby turystów w tym zakątku gór. Przy szosie prowadzącej w stronę Morskiego Oka planowano zamątować ( całkiem możliwe, że już tam stacjonują ) tablice świetlne, które miałyby informować kierowców o tłoku na parkingu na Palenicy Biłczańskiej, a także na szlaku prowadzącym nad jezioro. W istocie „10 tysięcy turystów dziennie to zadużo”. Jak donosiła na stronie Wyborcza ( 2010 czerwiec ) : „Niedźwiedzie z zarośli obserwują tłumy na szlaku i czekają na chwilę spokoju, by przejść na drugą stronę”. Jaka to przyjemność podążać nad jezioro asfaltówą zatłoczoną jak na Manhattanie w szczycie sezonu, wcześniej odstawszy w rejonie Łysej Polany kilka godzin w korku samochodowym?

Kończy się powoli lato 2011. Morskie Oko i tego roku przeżywało i przeżywa swoje dramaty. Ale o tym w drugiej części.

agata/zakopiec.info

ID Artykułu: brak

Zakopiec Patronem