Witaj, nieznajomy! [ Zarejestruj się | Zaloguj sięrss  |  tw

Międzynarodowy Festiwal Folkloru Ziem Górskich w Zakopanem

n.p.m sierpień 2010

Opis


W sierpniowym wydaniu między innymi: rozmowa z Simone Moro, jednym z najlepszych współczesnych himalaistów, relacja ze zdobycia Mont Everestu. Zapraszamy również na wędrówkę po górach Choczańskich i do podziemnego świata jaskiń.

Mogę wejść na wszystko.
Zimą 2009 roku Simone Moro i Denis Urubko zdobyli Makalu.
Wejściem na Makalu właściwie na stałe zajęliście miejsce w gronie „lodowych wojowników”.
– Krzysztof Wielicki mawia, że ja i Denis jesteśmy wychowankami polskiej szkoły alpinizmu. Zgadzam się z tym i niezwykle się cieszę, że staliśmy się „stałymi” członkami tego ekskluzywnego grona. Jestem tym bardziej dumny, bo osiągnięcia polskich wspinaczy stanowią dużą część eksploracji w himalaizmie. Czując się po części wychowankiem polskiej szkoły alpinizmu, wiem, że jestem częścią historii eksploracji w górach najwyższych.

Everest, czyli igraszki ze śmiercią.
Spoglądam w oczy pana Ho, wspinacza z Tajwanu, który razem z nami podjął się trudu ataku szczytowego na
Mount Everest (8848 m n.p.m.). Są pełne rezygnacji i zwątpienia. Cały blask życia uleciał gdzieś bezpowrotnie. Sonam, jego Szerpa, a mój przyjaciel, próbuje coś mu powiedzieć, ale nic do niego nie dociera. Nic dziwnego, bo jesteśmy na wysokości 8750 m n.p.m. Całonocna, wycieńczająca wspinaczka, poprzedzona wielodniowym wysiłkiem otępiła jego umysł i ciało. Tkwi tu niczym słup soli jak jego poprzednicy, którzy w ostatnim śnie zamarzli na wieki. Czy potrafimy go wyszarpać z tego marazmu i odrętwienia? Czy jest w stanie podjąć walkę o swoje życie i zmusi jeszcze raz ciało do ostatniego, decydującego wysiłku?

Harnaś z krainy Celtów.
Czym byłaby panorama tatrzańskich olbrzymów bez rozległego Liptowa? Ogromna kotlina nie tylko optycznie wpływa na ich wyniosłość, ale także w sposób naturalny oddziela je od Niżnych Tatr. Ten piękny pejzaż od zachodu uzupełnia mlekiem i miodem płynąca Orawa, która poza swoją spuścizną historyczną potrafi także nacieszyć wzrok piramidalnymi, usłanymi zielenią szczytami.
– Cudownie byłoby podziwiać te krainy z góry – tak zapewne musiał pomyśleć Stwórca, gdyż innej genezy powstania Wielkiego Chocza (Veľkého Choča, 1611 m n.p.m.) nie sposób sobie wyobrazić.

W podziemnym świecie Jaskini Mylnej.
Pierwsza sala z oknami prowadzi dość niskim przejściem do wnętrza jaskini. Zanim tam jednak pójdziemy, musimy przecież uwiecznić na zdjęciach owe okna. Są niezwykle malownicze, szczególnie teraz, kiedy widać przez nie ośnieżone czubki świerków.

A ponadto:

Pochmurny zbójnik.
Pomysł wyjazdu jak zwykle zrodził się spontanicznie. Tym razem zmęczony codzienną, miejską gonitwą wybrałem śląski klasyk. Kierunek był oczywisty – azymut na Klimczok. Rozglądamy się dookoła. Kamieni o rozsądnych rozmiarach, jak na złość, brak. Na horyzoncie pojawia się za to okoliczny góral.
– Nie ma co, idziemy po jego śladach. On na pewno zna sposób na przekroczenie potoku – mówię do Gosi.
Ruszamy za nim. Narzucam tempo i wkrótce Małgosia zostaje trochę w tyle. Tym razem nie mogę na nią czekać – w końcu muszę śledzić górala. Po chwili triumfuję, widząc mężczyznę przeskakującego przez potok w zwężonym miejscu.
To jednak nie koniec przygód na dziś. Kilkanaście metrów dalej wartki nurt rzeki znowu przerywa szlak.

Prawdziwych husytów już nie ma. Góry Bardzkie.
Po szybkim posiłku ruszamy na trasę. Czas nas bowiem goni. Zbliża się już godzina czwarta po południu, a my chcemy być przed zmrokiem w Srebrnej Górze. Jeszcze w centrum miasta trafiamy na niebieski szlak, który ma nas doprowadzić aż do słynnego miasta fortów. Wywodzi nas jednak w… pole, gdzie stajemy dość bezradnie na rozstaju dróg. Najdelikatniej mówiąc, oznaczenie jest tu takie sobie. Kiedy jednak wyciągamy mapę, natychmiast materializuje się koło nas dwóch panów na rowerach, którzy przekrzykują się, by wyjaśnić nam, którędy najlepiej dotrzeć do Srebrnej Góry.

Od manierki do dromadera.
W sierpniowym poradniku prezentujemy rożne produkty do transportu napojów na użytek turystów. Bo, jak zapewne wszyscy wiedzą, bez wody umiera się w ciągu 2-3 dni.

Dzieje w drewnie zaklęte.
Pomiędzy beskidzkimi lasami skrywa się niewielka Bielanka. Typowa wieś w Beskidzie Niskim. Jedna droga, jeden kościół i wszystko to w jednej dolinie. A wrażenie zawsze to samo. Jakby tu była brama do innej rzeczywistości. Przy wjeździe wita mnie dwujęzyczna, polsko-łemkowska tablica. Po asfalcie wolno posuwa się mały quadzik domowej roboty i czarna yamaha virago księdza Piotra Kaczmara. Parkujemy pod cerkwią pod wezwaniem Opieki Bogurodzicy, która drewnianą, trójdzielną budową sugeruje łemkowskie pochodzenie.
Cerkiew naprzemiennie służy trzem podzielonym wyznaniom. Na nabożeństwa przychodzą tu wierni obrządku łacińskiego, prawosławni i grekokatolicy.

Jak nie cepem to widłami.
Lech, gospodarz studenckiego schroniska „Lasek”. Życzliwy turystom, bezwzględny wobec osób nieprzestrzegających zasad zgodnego współżycia. Z Lesiem, panem na Lasku rozmawia Jakub Terakowski.

ID Artykułu: brak

Zakopiec Patronem

Zakopiec Patronem

Zakopiec Patronem