Witaj, nieznajomy! [ Zarejestruj się | Zaloguj się ]
|
Łowcy niebanalnych fotek czynionych na tatrzańskich szlakach posuwają się nawet do przemykania między piorunami byleby jeden z nich „ustrzelić” obiektywem. Rzecz w tym, iż fotoreporter wyładowań atmosferycznych w górach często sam zostaje skutecznie ustrzelony przez obiekt na który poluje. Wstępuje w elitarne szeregi ofiar „górskich”burz , które jeden z ratowników TOPRu, pomijając lawiny, zaliczył do najbardziej nieobliczalnych żywiołów na szlaku.
Oczywiście mówimy o turystach wszelkiej maści, nie tylko fotografujących faunę i florę. W zeszłym roku pioruny zaczęły zbierać swoje żniwo pośród wędrujących szlakami polskich ( i nie tylko ) Tatr już w lipcu. Okolice Kondrackiej Przełęczy. Mimo ewidentnej pogody burzowej ludzie sunęli na szczyty. I tak jedną z „sunących” piorun potarmosił niemiłosiernie – przeżyła, ale nogi nieszczęsnej turystce sparaliżowało. Gdy śmigłowiec z TOPRowcami podążał po poszkodowaną, obserwujący machali w najlepsze do „chłopaków” ze śmigłowca. Tymczasem wyładowania atmosferyczne w najlepsze dalej się wyładowywały, upatrując kolejnej ofiary pośród rozbawionych wycieczkowiczów. Miesiąc później, podczas sierpniowego załamania pogody na Granackiej Przełęczy upatrzyły sobie co najmniej jedną osobę.
12 września 2009. Strona słowacka Tatr. Polak ( bodaj zakonnik z Częstochowy, by czegoś nie poplątać ) ląduje w Dolinie Janickiej po wcześniejszym oberwaniu piorunem na Wołowcu ( zachodnia część gór ), widać miał duchową ochronę, bowiem przeżył. Inni mieli mniej szczęścia w podobnych okolicznościach. Po polskiej stronie ( także we wrześniu 2009 ) na szczycie Giewontu doznaje bliskiego spotkania z naturą ( piorunową ) turysta, który akurat w czasie wyładowań „ratował” się przed ewentualnym upadkiem – łańcuchem asekuracyjnym, w owe zawsze wali piorunami, chyba, że wcześniej walnie w 15 metrowy krzyż. Turysta trzymający feralnego dnia łańcuch na Giewoncie nie przeżył.
Tego lata pioruny także miały niezły „wypas” w Tatrach. W lipcu dopadły taternika na Zamarłej Turni. Oczywiście, jak nakazuje tradycja, na Giewoncie 15 sierpnia burza dopadła boleśnie co najmniej dwóch turystów. Czasem jest tak, że w czasie zawiadamiania przez komórkę o wypadku porażenia kogoś piorunem ( komórka jest całkiem nie szkodliwa wbrew utartym mitom w czasie wyładowań ) obrywa sam zawiadamiający, jak to miało miejsce tegoż roku 2010.
Naprawdę, nie warto się asekurować na szlaku w czasie burzy łańcuchami, klamrami – rzecz jasna – metalowymi, ni modlić pod krzyżem, nawet jeśli jest to sławny krzyż pod Giewontem, bowiem akurat w danym momencie są to pomoce śmiertelnie niebezpieczne miast ubezpieczające.
W swoim artykule, pani Danuta Sterna opisuje incydent z lat „nastoletnich” mający miejsce na samiuśkim Giewoncie. Podczas burzy, która nieźle bawiła kolegów stacjonujących podówczas pod krzyżem czerwonym od piorunów, pani Danuta zdecydowała o ewakuacji. Podążając w dół poślizgnęła się i mimo, że znała niebezpieczeństwo, złapała łańcuch. Ten sam łańcuch upatrzył sobie piorun. Turystka z poparzonymi rękoma stoczyła się kilkadziesiąt metrów na jakąś skalną półkę. Przeżyła. Z pomocą Bożą i ratowników.
Jeszcze małe PS. W czasie burzy w grupie wcale nie jest raźniej, przeciwnie, śmiertelniej. Bowiem między osobami odbywa się przepływ ładunków – nie koniecznie związanych z różnicą charakterów!
183 liczba wyświetleń, 1 dzisiaj
Znalazłam informacje o moich wspomnieniach z Tatr i burzy. Mam nadzieję, że będą przestrogą dla innych. Zadziwiające, że teraz również turyści są tak nieostrożni, a przecież jest ich tak wielu w drodze na Giewont.
DS
loading...
loading...
Autorka pani „Agata” z pewnością się ucieszy. Bardzo dziękujemy za informacje. Może krótko opiszę pani jak to wygląda dzisiaj – chodzi o wspomnienia. Często zastanawiamy się jak czują się wtedy podczas takiego niebezpieczeństwa i jak dzisiaj nieraz po wielu latach pamiętają takie przeżycia.
loading...
loading...